Zarabiaj na retail media
Jest taki typ rozmowy, który wraca do mnie jak bumerang. Właściciel małego sklepu: ruch jest, klienci są, „sprzedaż jakoś idzie”… a na koniec miesiąca i tak koszty zjadają marżę. Prąd, czynsz, obsługa, serwisy, opłaty „drobne” (czyli te, które bolą najbardziej). I nagle się okazuje, że to nie jest problem „słabej sprzedaży” – tylko modelu.
„Marże w retailu to jest między 1 a 3% więc niewiele. I ten margines na twój zarobek… jest niewielki.”
Małe sklepy – zwłaszcza niesieciowe – wciąż w większości grają według jednej zasady: zarabiam tylko, gdy ktoś coś kupi. Brzmi logicznie. Tylko że od 2025 roku (a w praktyce: po serii podwyżek kosztów, presji dyskontów i zmian w zachowaniach klientów) to już zwyczajnie przestaje wystarczać. I nie, to nie zawsze znaczy, że źle prowadzisz sklep. Czasem znaczy, że próbujesz wygrać mecz koszykówki samymi rzutami osobistymi.
Sieci handlowe? One dawno przestały zarabiać wyłącznie na „towarze”. Mają drugi (czasem trzeci) strumień przychodów: retail media – czyli sprzedaż uwagi klienta w sklepie. Na ostatnich metrach, tam gdzie decyzje zapadają szybko i bez filozofii. I to jest klucz: pieniądze, które normalnie poszłyby w billboard, display w internecie albo spot wideo, mogą wylądować u Ciebie – w sklepie.
To nie jest magia. To „ostatni metr” i zimna kalkulacja
„W retail mediach taka główna zasada to to, że ma zwiększać sprzedaż, że na tym ostatnim metrze pojawia się jakaś zachęta do tego, żeby klient kupił…”
Retail media w sklepie stacjonarnym to nie jest „ładny ekranik”, który leci w tle jak telewizor u wujka. To jest narzędzie do tego, żeby klient:
- wziął coś spontanicznie z lady (baton, napój, gumy),
- dorzucił produkt komplementarny (np. kosmetyk do zakupów codziennych),
- wybrał konkretną markę z półki (bo jest podbita ekspozycją, komunikatem, ceną, oznaczeniem).
Właśnie dlatego „przy kasie” to miejsce z gatunku premium. Nie bez powodu McDonald’s, Burger King czy KFC od lat robią upsell na finiszu transakcji (i robią to bez wstydu). W polskich realiach podobną logikę widać choćby w części placówek Żabki: końcówka ścieżki zakupowej to moment, w którym człowiek jest najbardziej podatny na „a dobra, wezmę”.
Jeśli chcesz zrozumieć mechanikę od zera (bez lania wody), to zacząłbym od tego tekstu: jak działa retail media oraz od ujęcia stricte offline: retail media w sklepach stacjonarnych.
Półki sponsorowane: płacą za miejsce, bo miejsce sprzedaje
„Sieci handlowe zarabiają też na półkach sponsorowanych… oferują to producentom jako usługę i ty też możesz.”
Półka sponsorowana to w praktyce sprzedaż ekspozycji. Produkt przy kasie, na wysokości wzroku, na końcówce alejki, w specjalnie oznaczonym segmencie – to są miejsca, które realnie zmieniają wolumen. Producenci to wiedzą. I dlatego płacą.
To jest proste, ale nie „łatwe”. Bo łatwo jest zrobić bałagan na sklepie i nazwać to ekspozycją. Trudniej jest zaplanować to jak sieć: żeby oznaczenie było czytelne, produkt dostępny, cena spójna, a rotacja miała sens.
Jeśli chcesz wejść w temat głębiej, podrzucam dwa konkretne wątki:
Możesz zacząć sam. Tylko nie udawaj, że to „system”
„Możesz zacząć nawet samodzielnie… jeśli są przedstawiciele handlowi, którzy przychodzą… to mogą dać ci jakieś materiały marketingowe i to jest już jakiś pierwszy krok.”
Start „na własną rękę” często wygląda tak: przychodzi przedstawiciel, zostawia stand, wobler, naklejkę, czasem dorzuci rabat lub gratisy. To nie jest jeszcze retail media w rozumieniu sieciowego produktu reklamowego, ale jest to pierwszy krok: uczysz się pracy na ekspozycji i rozmowy o budżetach trade marketingowych.
Schody zaczynają się w momencie, gdy kupujesz głównie z hurtowni lub przez dystrybutora. Wtedy budżety promocyjne potrafią Cię ominąć szerokim łukiem. Nie dlatego, że ktoś Cię nie lubi. Po prostu nie jesteś „kanałem” z wagą negocjacyjną.
Tu wchodzą w grę rozwiązania bardziej „systemowe”: sieć, grupa zakupowa, platforma retail media, która agreguje punkty i idzie do producenta z liczbą sklepów, a nie z jednym adresem na osiedlu, gdzie nie ma gdzie zaparkować.
Jeśli chcesz zobaczyć, jak można to poukładać w praktyce (szczególnie pod kątem ekranów), zajrzyj tu: system reklamowy w sklepie oraz zarabianie na ekranach w sklepie.
Jeśli myślisz o wejściu w temat bardziej na serio, możesz też sprawdzić, jak wygląda to od strony wdrożeniowej: Shelfee (to jest ten kierunek: sprzęt, zarządzanie, kampanie, rozliczenia – bez rzeźbienia w Excelu).
Dlaczego pojedynczy sklep ma pod górkę (i to nie Twoja wina)
„To jest zupełnie inna rozmowa jak się idzie z jednym czy z pięcioma sklepami… a inna jak… planujemy mieć 200.”
Różnica negocjacyjna między „jednym sklepem” a „pakietem sklepów” jest brutalna. Producent ma ograniczony budżet promocyjny, który chce wydać tam, gdzie dowiezie efekt i gdzie obsługa jest przewidywalna. Dlatego sieci mają centralki, cenniki, standardy i pakiety. A pojedynczy sklep zwykle ma… dobrą wolę i kartkę w kratkę.
Efekt jest taki, że budżety marketingowe często odpływają w znane kanały: online, outdoor, wideo. Sklep staje się tylko miejscem „finalizacji” – bez udziału w torcie.
Ten temat jest dobrze rozpisany w kontekście małych placówek tutaj: retail media w małych sklepach oraz szerzej: zarabiaj na retail media.
Liczymy na batoniku: gdzie się robi „druga marża”
„Płacisz w hurtowni na przykład złotówkę za batonik, sprzedajesz go za 1,50… nie dostaniesz z tego ani grosza.”
Weźmy prosty przykład (bo proste przykłady bolą najbardziej). Kupujesz batonik za 1,00 zł, sprzedajesz za 1,50 zł. Masz 0,50 zł marży brutto na sztuce. I tyle. Cała reszta budżetu reklamowego produktu idzie obok Ciebie.
A teraz wersja „sieciowa” (albo „w systemie retail mediowym”): część budżetu promocyjnego wraca do sklepu, bo sklep świadczy usługę – ekspozycji, emisji na ekranie, wyróżnienia, aktywacji przy kasie.
„Sklep może… dostać dodatkowe 10 groszy za to, że będzie go promował. To jest… miejsce na uzyskanie drugiej marży.”
Jeżeli do tych 50 groszy dorzucisz +0,10 zł „drugiej marży” za promocję, to robi się 0,60 zł. Niby nic. Ale policzmy to jak człowiek, który płaci ZUS i rachunki, a nie jak prezentacja na konferencji.
| Scenariusz | Marża na batoniku | Dodatkowy przychód reklamowy | Suma | Różnica vs. baza |
|---|---|---|---|---|
| Sklep poza systemem | 0,50 zł | 0,00 zł | 0,50 zł | — |
| Sklep w retail media | 0,50 zł | 0,10 zł | 0,60 zł | +20% |
W samym nagraniu pada też mocniejsze porównanie – że przy pewnych konfiguracjach różnica potrafi być wręcz „o 40% wyżej”. I jasne: to zależy od produktu, wolumenu, warunków, czy mówimy o 10 czy 20 groszach, i jak to rozliczasz. Ale sens jest jeden: zaczynasz zarabiać nie tylko na towarze, ale też na decyzji zakupowej klienta.
W praktyce to bywa moment, w którym mały sklep może:
- przestać dokładać do działalności mimo „ruchu”,
- realnie wejść w walkę cenową (czasem nawet obniżyć cenę na wabik),
- ustabilizować miesięczny cashflow dzięki stałym opłatom od kampanii.
Więcej o tym „czy i jak to się spina” w sklepie offline jest opisane tutaj: zarabianie na reklamie w sklepie stacjonarnym oraz bardziej ogólnie: jak zarobić na reklamach.
Uwaga, podatki. Serio — to nie jest detal na końcu faktury
„Jeśli sprzedajesz takie półki na własną rękę, to koniecznie skonsultuj z doradcą podatkowym… To jest istotne, co się pojawi na fakturze.”
To jest ten moment, kiedy część osób przewraca oczami. A potem przychodzi kontrola albo księgowa mówi: „stop”. Jeśli sprzedajesz producentowi usługę (ekspozycję, emisję, promocję), to to musi być poprawnie opisane i rozliczone. Nie kombinuj „na skróty”, bo skróty w papierach kosztują najdrożej. Skonsultuj to z doradcą podatkowym i ustal, jak fakturować usługę reklamową w Twoim konkretnym przypadku.
2026: przewaga będzie po stronie tych, którzy wybrali „opcję B”
„2026 rok to jest ten moment, w którym sklepy wybierające opcje B zyskują znaczną przewagę.”
Opcja A to klasyk: sprzedaję towar, modlę się o lepszą marżę, tnę koszty, dokładam godzin pracy własnej. Opcja B: biorę kawałek budżetu reklamowego, który i tak istnieje, i przenoszę go do sklepu. Wtedy sklep przestaje być wyłącznie miejscem, gdzie „schodzi towar”, a zaczyna być też medium.
Jeśli przyszło Ci do głowy „okej, ale jak ja mam to ogarnąć, skoro mam mały punkt” — to dokładnie o tym są retail media w wersji dla mniejszych graczy. Bez udawania, że każdy sklep jest Biedronką. Z narzędziami, które nie wymagają zatrudniania działu marketingu.
Jeżeli chcesz zobaczyć, jak wygląda wejście w ten model w praktyce (technicznie i operacyjnie), zacznij od: shelfee.pl.
FAQ (wersja dla człowieka)
Co to właściwie jest retail media w sklepie stacjonarnym?
To sprzedaż powierzchni/ekspozycji i uwagi klienta w Twoim sklepie: półki sponsorowane, strefa przykasowa, ekrany, oznaczenia, aktywacje. Producent płaci, bo to wpływa na wybór produktu i wolumen.
Czy mały sklep też może na tym zarabiać, czy to tylko dla sieci?
Może, ale najłatwiej jest wtedy, gdy działa w systemie (platforma/sieć/grupa), bo producenci wolą kupować pakiety punktów i mieć przewidywalną obsługę kampanii.
Od czego zacząć, jeśli nie mam ekranów i „działu marketingu”?
- Ułóż sensowną strefę przykasową (impuls, wysoka marża, rotacja).
- Przetestuj ekspozycję z materiałami od przedstawicieli (standy, oznaczenia).
- Jeśli chcesz iść dalej: rozważ wdrożenie narzędzi do retail mediów (np. ekranów) i wejście do systemu, który sprzedaje kampanie.
Jak to się rozlicza? Mogę po prostu „wpisać coś na fakturze”?
Nie zgaduj. To jest usługa i musi być poprawnie opisana. Skonsultuj się z doradcą podatkowym, żeby uniknąć problemów z błędnym ujęciem na fakturze.
Jaki jest najprostszy efekt biznesowy retail mediów?
Dwa naraz: wzrost sprzedaży (bo ekspozycja działa) oraz stały lub per‑sztuka przychód od producenta, czyli „druga marża”, która poprawia rentowność sklepu.